Psychosomatyka, kawa i bułeczki.

Wyszedłem po bułeczki, a wróciłem z tematem na cały wpis: o tym, jak przewlekły stres siedzi w ciele menedżera, nie tylko w kalendarzu.

BIZNES

Waldemar Ferschke, Bartłomiej Piech

7/4/20263 min read

To nie miało prawa niczego zmienić.

Jest sobota rano. Wyszedłem tylko po bułeczki. Piekarnia dwie przecznice dalej, dziesięć minut w jedną stronę, może kawa po drodze — taki plan miałem w głowie, mijając kiosk na rogu. I wtedy, leżąca tuż przy okienku, ta jedna okładka złapała mnie za rękaw: Newsweek Psychologia, duże litery, kobieta patrząca gdzieś w dal, a obok odręczny napis o tym, czym tutaj właśnie się zajmujemy.

Ten temat dawno przestał być tylko dla wtajemniczonych.

Zatrzymałem się na chwilę dłużej, niż planowałem. Nie dlatego, że temat był mi obojętny — wręcz przeciwnie. Stres, dbanie o ciało, odporność psychiczna — to słowa, które na sesjach coachingowych i szkoleniach dla ludzi z wysokich stanowisk w biznesie używam częściej niż kiedykolwiek. Ale zobaczyć je na okładce gazety, którą kupuje się razem z bułeczkami i mlekiem, to co innego niż czytać o nich w branżowym artykule. To znak, że psychosomatyka przestała być tematem dla wtajemniczonych. Wyszła na główną półkę kiosku, obok krzyżówek i prasy plotkarskiej — między jednym zakupem a drugim, bez zapowiedzi.

Ciało zwykle wie pierwsze.

I dobrze, że wyszła. Bo menedżerowie, z którymi pracuję, wciąż traktują swoje ciało jak coś oddzielnego od pracy — jak narzędzie, które ma po prostu działać, niezależnie od tego, ile presji się na nie nakłada. Bóle głowy pod koniec kwartału, węzeł w żołądku przed trudną rozmową z zarządem, bezsenność w tygodniu restrukturyzacji — to nie przypadki. To ciało, które mówi to, czego głowa nie chce usłyszeć.

Czasem diagnoza leży w kalendarzu, nie w gabinecie lekarskim.

Zauważyłem to najwyraźniej u jednego z klientów, dyrektora sprzedaży, który przez pół roku ignorował poranne bóle karku, tłumacząc je złym materacem. Kiedy w końcu usiedliśmy i przyjrzeliśmy się jego kalendarzowi, okazało się, że napięcie zaczynało się zawsze dzień przed spotkaniami zarządu — i znikało w weekendy. Materac nie miał z tym nic wspólnego. Ciało po prostu trzymało harmonogram, którego on sam nie chciał przyznać na głos.

Oto pierwszy koszt, którego nie zobaczysz w raporcie kwartalnym.

To pierwszy mechanizm, który widzę najczęściej: pod presją decyzje zaczynają zapadać szybciej, niż powinny. Nie dlatego, że lider jest gorszy w swojej pracy, tylko dlatego, że zestresowany mózg wybiera skróty — reaguje, zamiast analizować. W spokojniejszym tygodniu ta sama osoba podjęłaby zupełnie inną decyzję. Firma płaci za to później, choć rzadko wie, że płaci właśnie za to.

Jest coś, co znika jeszcze ciszej niż jakość decyzji.

Drugi mechanizm jest cichszy, ale równie kosztowny: znika uwaga wobec ludzi. Lider, który od rana gasi pożary, przestaje naprawdę słyszeć, co mówi zespół — słyszy tylko kolejny problem do rozwiązania. Pracownicy to czują. I zaczynają mówić mniej, przynosić mniej pomysłów, zgłaszać problemy później, niż powinni, bo po co, skoro szef i tak nie ma dla nich głowy.

A o trzecim koszcie prawie nikt nie mówi na głos.

Jest jeszcze trzeci, o którym rzadko się mówi wprost: sen. Zarząd, który śpi po pięć godzin i uznaje to za odznakę poświęcenia, płaci za to następnego dnia gorszą pamięcią roboczą i krótszym zapałem do trudnych rozmów. To nie slogan z poradnika o work-life balance — to fizjologia, którą można zmierzyć, i którą coraz częściej mierzy się w badaniach nad efektywnością kadry zarządzającej.

To nie ma Cię przestraszyć.

Nie piszę tego, żeby straszyć. Piszę, bo dobra wiadomość jest taka, że tego się nie leczy suplementami ani jednym urlopem w roku. Wystarczy zacząć zauważać — ten węzeł w żołądku przed telefonem, ten ból karku w niedzielny wieczór — i zacząć traktować to jako informację, a nie usterkę, którą trzeba jak najszybciej zignorować i wrócić do pracy.

I tak to się skończyło — a właściwie zaczęło.

Wracałem z bułeczkami wolniej, niż zwykle. Może to i lepiej — czasem najważniejsza część dnia to te dziesięć minut, w których nic się nie dzieje.

Biuro

Radawiec Duży 103B
21-030 Motycz

Kontakt

waldemar@pozapresja.pl
789 244 323