Kortyzol nie jest naszym wrogiem

Kortyzol nie jest wrogiem. Sprawdź, jak przewlekły stres wpływa na ciało, sen i koncentrację oraz jak wspierać powrót organizmu do równowagi.

BIZNES

Waldemar Ferschke, Bartłomiej Piech

8/17/20265 min read

Czerwony przycisk alarmowy jako metafora reakcji organizmu na przewlekły stres
Czerwony przycisk alarmowy jako metafora reakcji organizmu na przewlekły stres

Kortyzol nie jest naszym wrogiem

Pierwszy artykuł z serii: Psychosomatyka w przywództwie

Poza Presją powstało z potrzeby spojrzenia na człowieka szerzej niż tylko przez pryzmat jego wyników, zachowania czy sposobu myślenia. W pracy z liderami i zespołami bardzo wyraźnie widać, że decyzje, relacje i sposób reagowania nie zaczynają się wyłącznie „w głowie”. Dużą rolę odgrywa także stan organizmu: poziom napięcia, zmęczenie, jakość snu, zdolność do regeneracji i to, jak długo człowiek pozostaje w gotowości. Dlatego tę serię zaczynamy od podstawowego mechanizmu stresu i od hormonu, który często przedstawiany jest zbyt jednostronnie.

Kortyzol nie jest naszym wrogiem. Jest jednym z hormonów, które pomagają organizmowi odpowiadać na wymagania i zagrożenia. Problem nie polega na tym, że pojawia się stres ani że organizm się mobilizuje. Taka reakcja jest naturalna i potrzebna. Trudność zaczyna się wtedy, gdy stan mobilizacji trwa zbyt długo, a organizm nie dostaje wystarczająco wielu okazji, żeby wrócić do równowagi. Właśnie wtedy coś, co miało pomagać nam w krótkim okresie, zaczyna stopniowo obciążać cały system.

W pracy z ludźmi regularnie spotykam osoby, które opisują bardzo podobny zestaw doświadczeń. Mówią o wyraźnym spadku energii, trudnościach z koncentracją, gorszej pamięci, płytkim śnie i poczuciu ciągłego zmęczenia mimo odpoczynku. Czasami dochodzi do tego wrażenie, że organizm „przestał współpracować”, chociaż podstawowe wyniki badań nie pokazują niczego niepokojącego. Oczywiście takich objawów nie można automatycznie przypisywać stresowi i zawsze warto wykluczyć ich medyczne przyczyny. Jednocześnie przewlekłe napięcie jest jednym z czynników, którym w takich sytuacjach zdecydowanie warto się przyjrzeć.

Kortyzol — część naturalnego systemu przetrwania

Kortyzol jest hormonem steroidowym produkowanym przez nadnercza i pełni w organizmie wiele ważnych funkcji. Jedną z nich jest udział w odpowiedzi na stres. Kiedy pojawia się trudna lub wymagająca sytuacja, organizm mobilizuje zasoby: zwiększa dostępność energii, podnosi czujność i przygotowuje nas do działania. W tym samym czasie procesy, które nie są w danej chwili kluczowe dla poradzenia sobie z zagrożeniem, mogą zejść na dalszy plan. Jest to normalny element działania organizmu, a nie sygnał, że dzieje się z nami coś złego.

Problem pojawia się wtedy, gdy po okresie mobilizacji nie następuje druga część cyklu, czyli powrót do spokoju i regeneracji. Nasz organizm dobrze radzi sobie z napięciem, jeśli może po nim odpocząć. Znacznie gorzej znosi sytuację, w której jedno obciążenie przechodzi płynnie w kolejne. Wtedy stan gotowości zaczyna stawać się codzienną normą, a układ nerwowy i hormonalny przez długi czas funkcjonują tak, jakby zagrożenie nadal trwało.

Co dzieje się, kiedy napięcie nie mija?

Współczesny stres często nie ma formy jednego dużego wydarzenia. Znacznie częściej składa się z dziesiątek drobnych bodźców, które pojawiają się bez przerwy: terminów, telefonów, wiadomości, decyzji, niepewności finansowej, odpowiedzialności za ludzi, konfliktów czy konieczności ciągłego reagowania. Każdy z tych elementów osobno może być do udźwignięcia. Problem zaczyna się wtedy, gdy między nimi przestaje być miejsce na realny odpoczynek.

Przy długotrwałym stresie może zmieniać się sposób funkcjonowania całego organizmu. Trudniej utrzymać koncentrację, spokojnie analizować sytuację i zachować elastyczność myślenia. Łatwiej natomiast o reakcje automatyczne, rozdrażnienie, napięcie czy impulsywność. Sen może stać się mniej regenerujący, nawet jeśli teoretycznie trwa wystarczająco długo. Przewlekły stres może także wpływać na ciśnienie tętnicze, metabolizm, odporność czy funkcjonowanie przewodu pokarmowego. Nie oznacza to, że każda dolegliwość jest „od stresu”, ale pokazuje, że psychika i ciało nie działają w dwóch oddzielnych systemach.

Psychosomatyka — szersze spojrzenie

W podejściu psychosomatycznym nie zatrzymujemy się wyłącznie na pytaniu o konkretny objaw. Interesuje nas również kontekst, w którym ten objaw się pojawił. Pytamy, jak długo człowiek funkcjonuje pod presją, co zmieniło się w jego życiu, jak wygląda jego sen, odpoczynek, relacje i codzienny poziom napięcia. Nie chodzi o zastępowanie diagnostyki medycznej interpretacją psychologiczną, ale o poszerzenie obrazu i dostrzeżenie zależności, które przy bardzo wąskim spojrzeniu łatwo przeoczyć.

Takie podejście często zmienia sposób, w jaki człowiek zaczyna patrzeć na własne ciało. Zamiast traktować zmęczenie, napięcie czy problemy ze snem jak kolejnego przeciwnika, można spróbować zobaczyć w nich informację o aktualnym stanie organizmu. Ciało nie działa przeciwko nam, choć jego reakcje bywają uciążliwe. Zwykle próbuje poradzić sobie z warunkami, w których funkcjonujemy. To przesuwa uwagę z pytania „co jest ze mną nie tak?” na znacznie bardziej użyteczne: „na co mój organizm próbuje teraz odpowiedzieć?”.

Regulacja nie musi oznaczać rewolucji

Kiedy poruszam ten temat, wiele osób od razu wyobraża sobie konieczność całkowitej zmiany życia. Tymczasem regulacja układu nerwowego rzadko zaczyna się od rewolucji. Najczęściej chodzi o przywrócenie kilku podstawowych elementów, które stopniowo zniknęły z codzienności: regularnego snu, ruchu, odpoczynku, chwili bez telefonu, kontaktu z naturą czy możliwości spokojnego zakończenia dnia bez kolejnej porcji bodźców. Te rzeczy wydają się proste, ale właśnie dlatego tak łatwo je zlekceważyć.

Pomocna może być także praca z oddechem i napięciem w ciele. Spokojne oddychanie, szczególnie z nieco wydłużonym wydechem, może wspierać obniżenie pobudzenia i ułatwiać przejście ze stanu mobilizacji w stronę wyciszenia. Podobnie działa umiarkowany ruch, który pomaga organizmowi „domknąć” reakcję stresową. Nie chodzi o stworzenie kolejnego zestawu obowiązków do wykonania, lecz o regularne dawanie organizmowi sygnału, że nie musi cały czas pozostawać w gotowości.

Od walki ze sobą do współpracy

Zrozumienie reakcji stresowej często zmienia język, którym człowiek zaczyna mówić do samego siebie. Zamiast pytać: „Dlaczego znowu nie mam energii?” albo „Co jest ze mną nie tak?”, można zacząć zastanawiać się nad tym, jak długo organizm funkcjonuje bez prawdziwej regeneracji i czego w tej chwili potrzebuje. To nie oznacza rezygnacji z odpowiedzialności ani traktowania każdego dyskomfortu jako usprawiedliwienia. Chodzi raczej o bardziej trafne odczytywanie informacji, które ciało wysyła.

Dla lidera ma to dodatkowe znaczenie. Jego stan nie pozostaje wyłącznie prywatną sprawą, bo sposób, w jaki reaguje pod presją, wpływa na decyzje, komunikację i atmosferę w zespole. Dlatego praca z własnym napięciem nie jest luksusem ani dodatkiem do kompetencji przywódczych. Jest jednym z elementów świadomego zarządzania sobą, zanim zacznie się zarządzać innymi.

Co dalej?
W drugim artykule przyglądamy się temu, jak napięcie lidera przenosi się na sposób funkcjonowania całego zespołu i dlaczego ludzie bardzo szybko uczą się reagować na stan osoby, która nimi zarządza.

Przeczytaj drugi artykuł w tej serii:

Płonąca zapałka – Jak stres lidera paraliżuje zespółPłonąca zapałka – Jak stres lidera paraliżuje zespół

Chcesz zobaczyć, jak pracujemy z psychosomatyką i stresem w praktyce?

Ręce gestykulujące w stronę odbiorcy - Psychosomatyka w przywództwieRęce gestykulujące w stronę odbiorcy - Psychosomatyka w przywództwie
Biuro

Radawiec Duży 103B
21-030 Motycz